5:45 poniedziałkowy poranek, budzik dzwoni nieubłaganie…

No dobra 3 drzemka już się włączyła a ja zastanawiam się czy aby na pewno nie ma jakiegoś autentycznego powodu żebym została w łóżku 😉

Nie było takiego oczywiście więc zostawiając jedną nogę pod kołdrą, drugą tą bardziej rozważną zmierzam pod prysznic a myślami dalej jestem w Wenecji, pod weneckim słońcem na murku przy kanale 🙂

Czemu czas na urlopie zawsze mija szybciej? Dlaczego poniedziałek po urlopie zawsze pochłania 3/4 życiowej energii i zmusza do uruchamiania wszystkich pokładów cierpliwości, zdobywania kolejnych szczebli umiejętności niemożliwych? 😉 Jak rozmowa przez dwa telefony jednocześnie, podrzucania kluczy bo…”mamo ratuj – zapomniałam” 😉

I tak z poniedziałku zrobił się wtorek a ja dalej myślami jestem w Wenecji 🙂

Zanim wyjechaliśmy do Wenecji przeczytałam mnóstwo artykułów, blogowych wpisów i opinii czy warto zobaczyć Wenecję w czasie karnawału, jedne mniej przychylne inne bardziej. Moim zdaniem było pięknie i mimo świadomości, że Wenecja jest nastawiona turbo turystycznie, panuje drożyzna i każdy z tłumu mijanych osób robi dokładnie to samo co Ty, ogląda maski, robi zdjęcia i podróżuje wodną komunikacją „vaporetto” na sąsiednie wyspy to i tak ma to sens.

A może to ta szalenie romantyczna atmosfera mostków, kanałów i powolnych spacerów w słońcu sprawia, że magia Wenecji przyciąga?

Połączenie ferii barw na ulicach, przechadzających się barwnych korowodów postaci w strojach z innej epoki, weneckiego słońca i romantycznej atmosfery to znak, że czas zasłonić twarz maską i dać się porwać magicznemu urokowi Wenecji.

A jeśli przy okazji spełniamy swoje marzenia? To życie nabiera większego sensu 🙂

„Musisz mieć marzenia. Zawsze (…) Bez nich już teraz możesz położyć się i umrzeć, bo jaki sens ma życie bez marzeń?” – Katarzyna Michalak

Spędziliśmy w Wenecji cztery dni spacerkiem przemierzając wąskie ulice miasta, odwiedziliśmy znaną z festiwalu filmowego wyspę Lido 🙂

I tu nasuwa się tylko jedno pytanie 😉 Ktoś wie czemu ja jeszcze tam nie mieszkam? Bo ja w dalszym ciągu szukam odpowiedzi na to plączące się po mojej głowie pytanie 😉

Murano i Burano przyciągają barwnymi wystawami sklepów i sławnymi wyrobami ze szkła, kolorowe kamienice same proszą się o obfotografowanie z każdej strony a drugie śniadanie smakuje najlepiej na murku przy kanale z nogami spuszczonymi nad wodę z totalnym luzem w głowie 🙂

Odwiedziliśmy wszystkie „przewodnikowe” punkty miasta, czasem zupełnie przypadkiem bez mapy natykając się na nie podczas spaceru 🙂 Piazza San Marco, Most Rialto, Most Westchnień, Canale Grande czy księgarnia Acqua Alta… 🙂

No i absolutny karnawałowy „must have” weneckie maski 🙂 pomijam stragany z wyrobami „made in China” z podziwem przyglądając się tym wykonywanym z pokolenia na pokolenie „only hand made” 🙂

Czy można w Wenecji zjeść dobrze i w przystępnej cenie? nie można…trzeba dobrze się skupić i poszukać 😉 Czy Aperol ratuje sytuację? Of course 😉 ale nie samym Aperolkiem człowiek żyje… 😉 i słynnych małych kanapeczek – cicchetti spróbować musieliśmy 🙂

Nie ma się co dziwić, że głowa pełna weneckiego czaru nie chce wracać do normalnego świata 😉