Piano, piano…filozofia wyznawana przez Sycylijczyków, wyczuwalna już od pierwszych minut pobytu w mieście. Spokojnie, bez pośpiechu zarówno na drodze jak i w życiu 🙂 Wjeżdżając do Palermo wpadasz w lekki chaos, kierowcy nie jeżdżą szybko, ale po swojemu 😉 z 3 pasów nagle robi się 5, bo przecież wszyscy się zmieszczą. Ktoś niespodziewanie otwiera okno i macha ręką bo aktualnie chce skręcić w prawo mimo, że kierunkowskaz ma włączony w lewo 😉 Dźwięk klaksonów odbija się echem ale głównie po to, żeby pozdrowić znajomych mijanych na drodze 😉

Dzień zaczęliśmy od małej miejscowości na przedmieściach Palermo – Monreale. Nie jestem specjalną entuzjastką zwiedzania kościołów ale tutaj chylę czoła bo katedra robi niesamowite wrażenie zarówno wielkością jak i pięknymi zdobieniami w złocie. Z zewnątrz ta XII wieczna, zachowana w oryginale katedra wygląda niepozornie, kryjąc w środku prawdziwe dzieła sztuki. Szczególnie zachwyca mozaika Chrystusa Pantokratora, którego oczy patrzą na nas obojętnie, w którym miejscu katedry się znajdujemy.

W Monreale udało mi się uciec na chwilkę do kawiarenki na moje ukochane cappuccino, które tutaj serwowane jest do godziny 13:00 i traktowane jako kawa śniadaniowa. No i wreszcie długo wyczekiwana brioche z lodami 😉

Niezwykły smakołyk, którego nie można przegapić 😉 lody obłędne, u mnie czekoladowo-pistacjowe. Porcja zdecydowanie dla dwojga, nie udało mi się wciągnąć wszystkiego 😉

Zostawiamy Monreale i ruszamy do Palermo mijając “bulwar źle zaparkowanych samochodów” 😉 Uwagę zwraca roślinność, to co u nas rośnie w doniczkach na parapecie w Palermo obrasta mury i murki tak jak krzewy kaparów a zagajniki drzew pieprzowych są wszędzie, do tego ogromne fikusy benjaminy i fikusy dusiciele, których gałęzie wrastają w ziemię i które mimo groźnej nazwy kwitną niezwykle pięknie jak magnolie.

Docieramy do palermitańskich katakumb, w których zachowano 8000 zabalsamowanych nieznaną do dziś substancją ciał. Katakumby podzielone są na sektory od prawników, lekarzy po dzieci, mężczyzn, kobiety i dziewice (tych było najmniej ;)). Wrażenie lekko przerażające, na pewno nie chciałabym w tych podziemiach znaleźć się sama. Robienie zdjęć było zakazane a na zakup pocztówek też się nie zdecydowałam 😉

Spacer po palermityńsku to spacer w cieniu, którego w mieście praktycznie nie ma 😉 Szliśmy więc w palącym słońcu ratując się chłodną wodą mijając katedrę w centrum miasta, fontannę wstydu ozdobioną nagimi rzeźbami bezprecedensowo ustawioną przed miejskim Ratuszem i klasztorem 😉

Jak Palermo to Teatro Massimo i obowiązkowe zdjęcie na schodach, tych samych na których rozgrywa się finałowa scena filmu “Ojciec Chrzestny III” 🙂 Udało mi się też dotrzeć na mały ryneczek i powiem tak 😉 Sanepid na pewno tu nie zagląda i mimo szczerych chęci w 40 stopniowym upale nie zdecydowałam się na przysmak w postaci bułki ze śledzioną 😉 Podobno co nas nie zabije to nas wzmocni ale wolałam nie próbować tym razem 😉

No i wreszcie upragniona chwila, wąska uliczka, muzyka na żywo, pyszny grillowany miecznik, śmiechy, Włosi porywający do tańca na ulicy i butelka zimnego wina Grillo!!! Filiżanka włoskiego espresso. Na takie chwile warto poczekać 🙂 Bella, bellisima słychać na każdym kroku i przez ten tydzień warto wierzyć, że mówią tylko do Ciebie 😉

I tak moi drodzy dowiedziałam się dzisiaj, że istnieje choroba, na którą mogę zachorować 😉 i nie będę się bronić 😉 Sycylijczycy w drugiej połowie sierpnia chorują na depresję z powodu nadmiaru słońca!!! Z całego serca życzę nam wszystkim aby nasze lato było tak chorobliwie upalne 😉

P.S. Muzyka się nie zmienia 😉

Chwilo trwaj!!!