Kto nie ryzykuje nie pije szampana to stwierdzenie krąży i krąży ale czy zawsze warto podejmować ryzyko? Co jeśli na samą myśl dostajemy palpitacji a zimny pot oblewa nasze plecy? Czy warto wyjść ze swojej strefy komfortu i kategorycznie odróżniając ryzyko od głupoty skoczyć czasem na głęboką wodę?

“Odwaga to nie brak strachu, lecz raczej stwierdzenie, że coś innego jest ważniejsze niż strach.”

  • Chris Bardford z książki “Młody Samuraj. Droga Wojownika”

Ryzyk fizyk? No w sumie czemu nie…

Przecież podejmując ryzyko zawsze coś zyskujemy, satysfakcję w przypadku powodzenia albo nauczkę na przyszłość jeśli się nie uda. Ryzyko jest czymś koniecznym do osiągania celów i nie należy się go bać a raczej systematycznie je oswajać.

Czasem trzeba się oprzeć na intuicji, na zaufaniu do samego siebie podciągnąć pod to jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku i spróbować. Może czasem będzie tak, że trzeba się trochę cofnąć, przewartościować i próbować od nowa, kto wie? Przecież nic nie jest nam dane na zawsze, na pewno i do końca. Mimo wszystko tak sobie myślę, że każda próba osiągnięcia zamierzonego celu uzbraja nas w więcej sprytu, sprawia, że jesteśmy silniejsi i bogatsi w doświadczenia, bo ryzyko:

  • uczy nas więcej o nas samych
  • jest sprawcą zmian
  • sprawia, że stajesz się inspiracją dla innych
  • no i czujesz, że żyjesz!!!

To jak? Zrzucamy ciepłe kapcie i próbujemy?

“Bo nie sztuką jest być odważnym, kiedy się jest odważnym. Sztuką być odważnym dopiero wtedy, gdy koło serca zaczyna coś łaskotać, a po łopatkach chodzą zimne mrówki”

  • Jerzy Broszkiewicz

P.S. A czasem trzeba zaufać, że ktoś Cię wyłowi 😉 mimo, że wodny świat to absolutnie nie jest moja strefa komfortu!!! 😉

P.S. Tak mnie pozytywnie nastraja 🙂 wakacyjnie i słonecznie 🙂

Dobrych zmian Wam życzę i odwagi 🙂 Sobie zresztą też…